Otóż w poszukiwaniach odpowiedzi nie sposób pominąć przesłania jakie w tej kwestii wnosi Księga Hioba. Poemat ten, zaliczany do tzw. ksiąg mądrościowych Biblii, powstał najprawdopodobniej w V wieku p.n.e. (po wygnaniu babilońskim będącym dla narodu wybranego zapewne źródłem wielu cierpień). Księga Hioba nie jest niczym innym jak właśnie rozprawą nad odwiecznym poszukiwaniem prawdziwego obrazu Boga w obliczu doświadczenia ludzkiego cierpienia. Księga Hioba to również rozprawa z rygoryzmem moralnym stosowanym wobec bliźniego i ortodoksyjnym pojmowaniem Boga. Owa nauka doskonale współbrzmi z Jezusowym wezwaniem "nie sądźcie!" Żaden człowiek występujący w tym poemacie nie zna pełnego kontekstu (powodu) cierpienia Hioba - to nie Bóg jest powodem udręk Hioba lecz zawistny szatan (oskarżyciel człowieka), który rzuca wyzwanie Bogu. Bóg okazuje zaufanie człowiekowi - i przyjmuje wyzwanie szatana. W czasach patriarchów, w których osadzona jest fabuła poematu, Bożą sprawiedliwość rozumiano w kontekście życia doczesnego. Pojęcie „nagrody w niebie” powstało w późniejszym procesie, stopniowo następującego w historii, objawienia. Zatem rozprawiający bohaterowie Księgi Hioba nie zdają sobie sprawy w jakiej perspektywie należy rozpatrywać Bożą sprawiedliwość. Hiob nie rozumie swojego cierpienia – bo wie, że nie zasłużył na nie. Mędrcy zaś dociekają/tworzą(rozumowo) teorie, które na ich własny użytek dają odpowiedź. Jednak jak ostatecznie powie Bóg – "nie mówiliście o mnie prawdy"(Hi 42,7). Wyjaśniają na swój sposób to co widzą. Skoro Hiob cierpi – widocznie na to cierpienie zasłużył. Bóg jest sprawiedliwy – dochodzą zatem do wniosku, że Hiob w oczach Boga jest grzesznikiem i ponosi sprawiedliwą karę. Jednak Boga, którego niezbadane wyroki człowiek we własnej (ciasnej) dziedzinie pojęć ogarnąć nie może, Hiob poznaje dopiero wtedy, kiedy On sam z nim rozmawia. Sam Bóg odpowiada Hiobowi (jest to jakby metafora objawienia – przewagi wiary nad rozumem w poznawaniu tego jakim jest Bóg), uświadamia mu ciasność w jakiej człowiek widzi a nie rozumie, patrzy - a nie wie jak. Hiob kiedy "ujrzał wzrokiem" Stwórcę (dotychczas znał Go jedynie jakby „ze słyszenia") uznaje w pokorze: "odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele"(Hi 42,6).
Okazuje się bowiem, że wszystko jest POD KONTROLĄ BOGA (niesamowite żywioły, które stworzył Bóg). Bóg widzi, choć człowiekowi wydaje się, iż On go opuścił - wciąż "patrzy", jest blisko, czeka jak Hiob zda swoją próbę. Księga ta uczy, że nie można dojść do PRAWDZIWEGO obrazu Boga samym tylko rozumem – jak czynili to przyjaciele Hioba. Bóg wymknie się rozumowi a znacznie pełniej udzieli się człowiekowi dopiero poprzez objawienie w jego (człowieka) wierze. Jeśli bowiem poznamy rozumem n przesłanek odpowiadających na pytanie "dlaczego?", "jak?", "z jakiego powodu?" (mędrcy wypowiadają wiele słusznych prawd o Bogu) to w niezmierzonej naturze Boga zawsze istnieje ta n+1, którą ludzka zdolność pojmowania jeszcze nie zna lub poznać nie może. Hiob choć doświadcza niezasłużonych cierpień prowadzących go do rozpaczliwej utraty cierpliwości i wypowiadania mocnych słów pod adresem swojego Stwórcy, to jednak ostatecznie przekonuje się, że jak materia poddaje się niewidzialnej grawitacji – tak człowiek stale jest W RĘKU (strefie zainteresowania) DOBREGO BOGA niezależnie od prób wrogiej mocy, której w swoim doczesnym czasie zostaje poddany. Tekst jest apologią wiary w dobroć Boga. Można czytać go (moim zdaniem) w nawiązaniu do próby wiary Abrahama na górze Moria z Księgi Rodzaju. Tam widzimy jakby początek całej historii z cierpieniem w tle. Bóg sprawdza praojca wiary w akcie poświęcenia własnego syna. Wiemy, że kiedy Abraham dowiódł ją Bogu - Izaaka zastąpił baranek zaplątany w zaroślach. Jest to jakby zapowiedź tego co się stanie w historii zbawienia. Podobnie będzie - w procesie targu szatana z Bogiem o człowieka. Hioba (tutaj mogącego być poetyckim uosobieniem ukochanego stworzenia) zastąpi w nadzwyczajnej próbie cierpienia sam Stwórca - w osobie Swojego Syna (Baranka Bożego) ostatecznie odbierając szatanowi wszelkie argumenty, dając mu tym samym rodzaj absolutnej satysfakcji (całkowicie jednak zamykając mu "oskarżycielskie usta"). Wszystko zaś uczyni Bóg w dowód miłości. Im dłużej żyje człowiek na tym świecie tym bardziej przekonuje się, że choć cierpieć nie jest przyjemnie a ułuda propagandy próbującej wmawiać człowiekowi iż jest istotą o możliwościach dorównujących nieomal samemu Bogu – wciąż kusi, to jednak w sytuacji w jakiej znajduje się człowiek (na rozdrożu wolnego wyboru trudnego dobra z łatwym złem) doświadczenie cierpienia może pomóc mu w upodabnianiu się do Tego na obraz którego został stworzony. Cierpienie ćwiczy nas, przysposabia do prawdziwej(!) miłości. Przykład Boga( źródła wszelkiej miłości), który SAM przychodzi cierpieć za nas daje nam wiele do myślenia. |