| Opowieść Adama*... cz. III |
|
3. Trzecią i najbardziej poruszającą wartością Adamowego pokoju jest to, że będąc zakorzeniony bardziej w byciu niż działaniu, i bardziej w sercu niż w umyśle, jest to pokój, który zawsze stwarza wspólnotę. Najbardziej znaczącym aspektem mojego życia w Arce jest to, że ludzie upośledzeni trzymają nas razem jak rodzinę. Adam jest najbardziej „złamanym” z nas wszystkich, lecz niewątpliwie stanowi najsilniejszą więź między nami. Z powodu Adama zawsze ktoś jest w domu, z powodu Adama ten dom ma swój spokojny rytm. Z powodu Adama są chwile ciszy i spokoju, z powodu Adama są zawsze słowa czułości, łagodności, delikatności. Z powodu Adama istnieje cierpliwość i wytrwałość. Z powodu Adama jest uśmiech i są łzy widoczne dla wszystkich. Z powodu Adama istnieje zawsze przestrzeń dla wzajemnego przebaczenia i uzdrowienia… Tak, z powodu Adama pomiędzy nami jest pokój. Jakże inaczej ludzie z tak różnych narodowości i kultur, ludzie z tak różnymi charakterami i ułomnościami, czy to umysłowymi czy fizycznymi, mogliby żyć razem w pokoju? Adam prawdziwie skupia nas wszystkich wokół siebie i kształtuje tę pstrą grupę obcych ludzi w rodzinę. Adam, najsłabszy spośród nas, jest naszym prawdziwym rozjemcą. Jakże niezbadane są Boże drogi: „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1,27–30). Adam tym słowom Pawła nadaje ciała. Uczy mnie prawdziwej tajemnicy wspólnoty. Większość mego dorosłego życia starałem się pokazać światu, że mogę zbudować je sam. A ci, którzy pomogli mi, pomogli mi stać się silnym, niezależnym, wyznaczającym sobie samemu cel, twórczym człowiekiem. Z wieloma innymi chciałem stać się samowystarczalną gwiazdą. Większość moich kolegów intelektualistów podzielała to moje pragnienie. Lecz każdy z nas, ludzi o wyższym wykształceniu, staje dziś wobec świata znajdującego się na skraju destrukcji i zaczyna nagle zastanawiać się, jak mógłby dołączyć do sił zaprowadzających pokój. Lecz jaki mógłby to być rodzaj pokoju? Kto jest w stanie namalować portret ludzi, z których wszyscy chcą się znaleźć na centralnym miejscu? Kto potrafi zbudować piękny kościół z ludźmi, którzy są zainteresowani tylko wznoszeniem wieży? Kto potrafi upiec urodzinowy tort, z ludźmi, którzy pragną tylko na nim postawić świeczki? Znacie ten problem. Jeśli wszyscy pragną być honorowanym ostatecznym rozjemcą, nigdy nie będzie pokoju. Adam potrzebuje wielu ludzi, lecz w pracy z nim nikt nie będzie mógł się niczym chełpić. Zdrowie Adama nigdy nie będzie lepsze. Bezustanne ataki padaczki prawdopodobnie potwierdzają, że z punktu widzenia medycznego rzeczy będą się miały coraz gorzej. Nie ma żadnych sukcesów, które ktoś mógłby sobie przypisywać, a każdy, kto z nim pracuje, wykonuje tylko małą cząstkę. Moja cząstka w jego życiu jest bardzo mała. Ktoś dla niego gotuje, inni piorą jego rzeczy, ktoś robi mu masaż, inni mu grają, zabierają na spacer albo idą z nim popływać. Ktoś bada mu ciśnienie i wyznacza dawki lekarstw, inni dbają o jego zęby. I mimo że ta cała troska nie zmienia Adama, a on często popada w stan całkowitego wyczerpania, to wokół niego zawiązała się wspólnota pokoju. Jest to wspólnota, która z pewnością nie pragnie trzymać swego światła pod korcem, ponieważ wspólnota pokoju, którą Adam powołał, nie jest tylko dla niego, ale dla wszystkich, którzy należą do rasy Adama. Wspólnota ta głosi, że Bóg postanowił zejść do nas w całkowitej słabości i w ten sposób objawić nam chwałę Boga. Tak oto, jak widzicie. Adam stopniowo uczy mnie pokoju, który nie jest z tego świata. Adam nigdy nie powiedział do mnie żadnego słowa i nigdy tego nie uczyni, jednak każdej nocy, kiedy kładę go do łóżka, mówię mu: dziękuję. Czy można bardziej zbliżyć się do Słowa, które stało się ciałem i zamieszkało pośród nas? Opowiedziałem wam o Adamie i o pokoju Adama. Jednak wy nie jesteście częścią Arki, nie żyjecie w Daybreak, nie jesteście członkami rodziny Adama. Lecz podobnie jak ja poszukujecie pokoju i pragniecie znaleźć pokój w swoim sercu, rodzinie i świecie. Rozglądając się wokoło, widzimy obozy koncentracyjne i obozy uchodźców; widzimy przepełnione więzienia, widzimy płonące wioski, eksterminacje narodów, porwania, tortury i mordy; widzimy głodujące dzieci, niechcianych starców i ludzi pozbawionych jedzenia, schronienia czy pracy. Widzimy ludzi śpiących na ulicach miast, młodych chłopców i dziewczęta sprzedających się dla przyjemności innych, widzimy przemoc i gwałt, i rozpacz milionów zastraszonych i osamotnionych ludzi. Widząc to wszystko, jesteśmy świadomi, że na świecie nie ma pokoju, który jest tym, czego najbardziej pragnie nasze serce. Ty i ja możemy spróbować dać pieniądze, podemonstrować, snuć projekty i robić wiele innych rzeczy — ale starzejąc się, stajemy wobec faktu, że pokój, na który czekaliśmy, jeszcze nie nastąpił. Grozi nam, że staniemy się zimni, zgorzkniali i pełni uraz, ulegniemy pokusie wycofania się z tego wszystkiego i ograniczenia się do łatwiejszych zadań w imię osobistego przeżycia. Jednak jest to pokusa diabelska. cdn. *Tekst jest fragmentem książki Henri J.M. Nouwen'a "Ziarna nadziei" wydanej przez Wydawnictwo Zysk i Spółka. Dziękujemy Wydawnictwu oraz tłumaczom państwu Justynie i Janowi Grzegorczykom za umożliwienie zamieszczenia tłumaczenia na naszej stronie. |
| « poprzedni artykuł |
|---|